Meble w stylu loftowym na małej powierzchni – jak połączyć surowy design z funkcjonalnością
عربي | English | Türkçe | Indonesia | فارسی | اردو
7 views
0 votes
FOTO Petrymusz

Kiedy pierwszy raz urządzałam swoje 38-metrowe mieszkanie w kamienicy, marzyłam o surowych cegłach, betonowych ścianach i metalowych akcentach. Szybko okazało się, że loft style furniture w wersji katalogowej – wielkie industrialne biurka, ciężkie sofy z ciemnej skóry – nie zmieści się w mojej sypialni, która ma ledwie 9 metrów. Problemem były też goście: co zrobić z nocującym kuzynem, skoro jedyne wolne miejsce to podłoga między regałem a biurkiem? Postawiłam na meble wielofunkcyjne, ale takie, które nie zdradzą swojego użytkowego charakteru. Zamiast tapczaniku z IKEI wybrałam rozkładany model na stelażu z surowej stali, który w dzień służy jako kanapa, a w nocy zamienia się w łóżko z pojemnikiem na pościel. To pierwsza lekcja: loft nie musi oznaczać bezduszności, jeśli umiesz go dostosować do realiów metrażu.


Kluczem okazał się mebel, który łączy w sobie pozornie sprzeczne cechy: masywność i lekkość. Mowa o sofie z funkcją spania, która w moim salonie zajmuje centralne miejsce. Wybrałam model z ciemnoszarym velvet upholstery, który kontrastuje z surową ścianą z płyty OSB. Pluszowa tkanina łamie chłód industrialnych dodatków, a jednocześnie jest praktyczna – łatwo zetrzeć z niej okruchy po wieczornym seansie filmowym. Pod obiciem kryje się solidny stelaż, który bez problemu wytrzymuje codzienne składanie i rozkładanie. Najważniejszy był dla mnie mechanizm click-clack mechanism, który pozwala jednym ruchem przekształcić sofę w płaską powierzchnię do spania. Dzięki temu nie musiałam budzić gości i prosić ich o pomoc w rozkładaniu mebla. W małym mieszkaniu każda sekunda zaoszczędzona na aranżacji przestrzeni ma znaczenie.


Kolejnym wyzwaniem stało się przechowywanie. W loftowych wnętrzach często króluje otwarta przestrzeń, ale w praktyce brak szaf i komód zamienia mieszkanie w składzik. Postawiłam więc na łóżko z dużą szufladą pod materacem. Sam materac to 16 cm pianki termoelastycznej na listwowym slatted frame, co zapewnia odpowiednią wentylację i komfort dla kręgosłupa – ważne, skoro sypialnia pełni też funkcję domowego biura. Dół łóżka pomieści cztery koce, dwa komplety pościeli, a nawet walizkę z rzadziej używanymi ubraniami. To rozwiązanie sprawiło, że zrezygnowałam z osobnej szafy, a w zamian zyskałam przestrzeń na stolik kawowy z surowego drewna. Meble loftowe często mają wbudowane schowki, ale trzeba je świadomie wybierać – wiele tanich modeli oferuje jedynie płytkie półki, które rozczarowują przy próbie zmieszczenia grubej kołdry.


Z czasem przekonałam się, że meble w stylu loftowym mogą być też praktyczne dla osób, które często gością znajomych. Moja siostra przeprowadziła się do podobnie małego mieszkania i wybrała pull-out sofa z funkcją spania dla dwojga. Pod materacem kryje się dodatkowy schowek na poduszki, który w jej przypadku ratuje sytuację, gdy na noc zostaje para przyjaciół. Mechanizm wysuwany jest prostszy w obsłudze niż klasyczne rozkładanie, a przy tym nie wymaga odsuwania mebla od ściany – co w ciasnym pokoju ma ogromne znaczenie. Materac w tym modelu ma 14 cm grubości i jest wyjmowany, co ułatwia pranie pokrowca. To szczególnie ważne, gdy na sofie sypiają goście z małymi dziećmi. Loft style furniture w takiej wersji udowadnia, że industrialna estetyka nie stoi w sprzeczności z codzienną wygodą.


Wracając do mojego własnego mieszkania, największy ból głowy sprawiła mi kwestia przechowywania pościeli w ciągu dnia. Kiedy sofa jest rozłożona, poduszki i kołdry muszą gdzieś zniknąć. Rozwiązaniem okazała się skrzynia na kółkach z palety – sama ją zbiłam z desek i pomalowałam na czarno. Stoi pod oknem i służy jako siedzisko na dwóch poduchach. W środku trzymam trzy komplety pościeli, a na wierzchu kładę lniany pled. Dzięki temu pokój nie wygląda jak magazyn pościeli, a jednocześnie wszystko mam pod ręką. W loftowym stylu chodzi właśnie o takie surowe, użytkowe akcenty – betonowa posadzka, odsłonięte rury, ale też meble, które pracują na dwa etaty. Nie ma miejsca na przedmioty, które tylko stoją i się kurzą.


Kiedy projektuję wnętrza dla znajomych, zawsze powtarzam to samo: nie dajcie się zwieść zdjęciom z Instagrama. Loft style furniture na małej powierzchni wymaga przemyślenia każdego centymetra. Zamiast masywnego stołu z żeliwnymi nogami lepiej postawić na blat na kozłach ze stali, który po złożeniu można oprzeć o ścianę. Zamiast ciężkiego regału z czarnego metalu sprawdzi się ażurowa konstrukcja, która nie przytłacza pomieszczenia. W moim przypadku sprawdził się także wieszak na ubrania z rur miedzianych – funkcjonalny i niemal niewidoczny. Każdy mebel musi mieć minimalnie dwie funkcje, inaczej zabiera cenne miejsce. Nawet krzesła powinny być składane lub chowane pod stół.


Ostatnią rzeczą, którą warto wziąć pod uwagę, jest kolor i faktura materiałów. W loftowych wnętrzach króluje czerń, grafit, rdza i drewno, ale w małym mieszkaniu zbyt ciemne meble mogą je optycznie pomniejszyć. Dlatego postawiłam na jasny jesion na froncie szafy i stal nierdzewną w dodatkach. Sofa w odcieniu gołębiego błękitu – tapicerowana welurem – stała się punktem świetlnym w surowym otoczeniu. Materiał jest przyjemny w dotyku, a przy tym odporny na przetarcia. Podobnie postąpiłam z dodatkami: metalowe lampy w kolorze starego złota i lniane zasłony, które filtrują światło. Wszystko to sprawia, że mieszkanie mimo ceglanej ściany i betonu na podłodze jest przytulne. I to chyba największa tajemnica udanego loftu – nie chodzi o surowość, ale o umiejętne zrównoważenie jej z ciepłem.


Dziś, gdy patrzę na moje 38 metrów, widzę przestrzeń, która działa. Goście śpią wygodnie na rozkładanej sofie z click-clack mechanism, a ja nie muszę przepraszać za bałagan, bo każdy mebel ma swoje miejsce. Pościel chowa się w podnoszonym łóżku z pojemnikiem, a na co dzień mieszkam w surowym, ale przemyślanym wnętrzu, które nie udaje niczego więcej niż jest. Loft style furniture nie musi być drogie ani trudne w adaptacji, jeśli pamiętasz o jednym: małe mieszkanie to nie przeszkoda, a wyzwanie, które można zamienić w zaletę. Trzeba tylko przestać myśleć o stylu jako o dekoracji, a zacząć o nim myśleć jako o narzędziu do życia. I to działa – zarówno na 38 metrach, jak i na 55.

by
120 points